Bridget Jones: Szalejąc za facetem

0
Bridget Jones Szalejąc za facetem

„Bridget Jones” to na ten moment już kultowa seria, która od prawie 25 lat bawi miliony widzów. Nasza lekko zakręcona producentka telewizyjna z Wielkiej Brytanii, postanowiła ponownie zagościć na wielkich ekranach. Gdzie oprócz poszukiwania nowej miłości, będzie musiała się zmierzyć z rolą samotnej matki…

Za reżyserię odpowiada Michael Morris, który wcześniej pracował między innymi przy „Zadzwoń do Saula” i „House of Cards”. Natomiast scenariusz napisali Dan Mazer znany z dwóch filmów o Boracie oraz Abi Morgan. Ja mimo znajomości całej serii, nie obejrzałem wszystkich jej części. Pierwszą widziałem może raz i pamiętam ją jak przez mgłę. Druga kompletnie mi umknęła. A trójkę…trójkę widziałem z dobre pięć razy, ilekroć leciała w telewizji i muszę przyznać, że bawiłem się na niej dobrze. Jest to też ulubiona część moich rodziców, których udało mi się wyciągnąć na seans czwórki.

Przed seansem spotkałem się z wieloma opiniami dotyczącymi ostatniej odsłony Bridget Jones.

Jedni twierdzą, że jest to zbędne odcinanie kuponów. Drudzy, że seria ma wciąż w sobie to coś. Ja podchodziłem do niej z nadzieją, że nawet jeśli fabuła nie będzie zachwycać, to przynajmniej pośmieje się w paru momentach. I o dziwo „Bridget Jones: Szalejąc za facetem” działa w obydwu tych aspektach. Ale po kolei…

Minęły cztery lata, odkąd Mark zmarł w trakcie misji humanitarnej. W tym czasie Bridget stara się pogodzić ze sobą stratę ukochanego, wychowanie dwójki dzieci oraz nieustające poczucie pustki. Postanawia zmienić ten stan rzeczy, wrócić do pracy i znaleźć sobie kogoś nowego za pomocą aplikacji randkowych. Na horyzoncie pojawia się młody chłopak Roxster oraz nauczyciel nauk ścisłych pan Wallaker.

Którego z nich wybierze Bridget? Czy uda jej się ostatecznie pogodzić ze stratą Marka?

Fabularnie nowa Bridget Jones jest bardzo ciekawym połączeniem komedii romantycznej, z bardziej życiowymi motywami. Idąc na seans szczerze nie spodziewałem się, że dostanę tak ciekawą historię. Opowiadającą o żałobie, próbie radzenia sobie ze stratą, zwłaszcza kiedy mówimy o kimś bliskim naszemu sercu, o miłości i roli samotnej matki. A to wszystko w połączeniu z naprawdę dobrą komedią.

Co prawda nie podchodzi ona w jakiś nowy, nieznany nam sposób do poruszanych motywów. Można pomyśleć, że próbuje złapać wiele srok za ogon, ale nie można powiedzieć, że jedzie na najtańszych schematach. Gdzie miała bawić, tam trafiała w punkt, ładnie to łączy i przeplata z bardziej poważnymi momentami i cała sala bawiła się w trakcie seansu znakomicie. Swoją drogą zdziwiłem się, że na naszym seansie, a poszedłem tydzień po premierze, będzie aż tylu ludzi. Co tylko podsuwa mi do głowy wniosek, że w Polsce mamy naprawdę dużo fanów tej serii.

Spotkałem się również z opinią, że jest to przede wszystkim film dla ludzi w wieku tytułowej bohaterki i to ta grupa będzie się na nim dobrze bawić. Co dla mnie nie jest zgodne z prawdą i uważam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Bo też nie jest tak, że to co przytrafiło się głównej bohaterce, jest tożsame jedynie dla ludzi z danej grupy wiekowej. Każdy może (ale nie musi) mieć do czynienia z podobną sytuacją, ale to już rozmowa na kiedy indziej.

Mam w sumie tylko jedno „ale” w związku z nową Bridget Jones, a mianowicie rozmieszczenie wątków romantycznych.

W trakcie seansu miałem wrażenie, że dochodziło do jakiś dziwnych przejść między jednym wątkiem, a drugim. Przez co zastanawiałem się, czy nie uciekło mi coś po drodze albo czy nie mrugnąłem w nieodpowiednim momencie. Poza tym wątek miłosny między Bridget a Roxsterem, który jak dla mnie mógłby zostać wycięty a skupić się w pełni na postaci Scotta Wallakera i jego rozwijającej się relacji z Bridget. Zwłaszcza, że ich wątek jest naprawdę dobrze poprowadzony i oglądało mi się go bardzo dobrze. Nie mówię, że Roxster jest beznadziejny, bo nie jest. Ma odpowiedni rozwój, wpływ na fabułę i sensowne zakończenie, ale też myślę, że równie dobrze film mógłby się obyć i bez niego.

Aktorsko powracają tutaj klasyczne postaci, na czele z Renee Zellweger w roli Bridget. Ta świetnie odgrywa swoją rolę, widać, że zżyła się ze swoją postacią i świetnie mi się ją obserwowało na ekranie. Swoje małe cameo zalicza również Colin Firth jako Mark, który pojawia się w formie wspomnień głównej bohaterki. Z nowych postaci, to zarówno Leo McDuff jako Roxster, jak i Chiwetel Ejiofor w roli Scotta Wallakera wypadają bardzo dobrze. Ich relacje z główną bohaterką wypadają naturalnie, dobrze się to ogląda i kibicujemy im, żeby się zeszli ze sobą.

Jednak show moim zdaniem zdecydowanie kradnie Hugh Grant jako Daniel Cleaver.

Niedawno wspominałem, że Willem Dafoe ostatnimi czasy cieszy się życiem i ma jedną genialną role za drugą. I podobnie moim zdaniem jest w przypadku Hugh Granta. „Gra Fortuny”; „Glass Onion”; „Wonka”; „Dungeons & Dragons”; słyszałem, że „Heretyk” jest bardzo dobry no i teraz nowa „Bridget Jones”. On bawi się swoją rolą aż miło i to głównie na scenach z jego udziałem, śmiałem się najgłośniej. I w sumie nie tylko ja, bo większość sali również.

On ma ewidentnie talent do grania takich ról i po prostu uwielbiam go. Zwłaszcza za ostatnie lata twórczości, choć niedawno oglądałem „Notting Hill” i też mi się podobał. Co ciekawe jego postać ma bardzo dobrze poprowadzony rozwój charakteru. Gdzie jak sam stwierdza (o dziwo) ma serce, ma dość już życia jako wiecznych kochanek i chciałby się ustatkować. Co w świetny sposób wpisuje się w główne motywy tego filmu i też ładnie przeplata z wątkiem Bridget. Co prowadzi ich do rozmowy w szpitalu, z której oboje wyciągają odpowiednie dla siebie wnioski…

Podsumowując „Bridget Jones: Szalejąc za facetem” to naprawdę dobra komedia romantyczna i całkiem przyjemne rozwinięcie tej serii. W umiejętny sposób łączy on komedię romantyczną z typowo życiowymi rozterkami, sympatycznymi aktorami, w których relacje na ekranie wierzymy i kibicujemy im, Hugh Grantem, który jest w ogóle poza skalą i motywami, z których każdy wyciągnie coś dla siebie.

Nie jest to jakiś idealny film, mógłby być moim zdaniem trochę krótszy, no i też obyć się bez wątku Roxstera. Nie zmienia to faktu, że bawiłem się w trakcie seansu bardzo dobrze. Jeżeli jesteście fanami serii, to możecie iść bez problemu i będziecie się świetnie bawić. Jeżeli podobnie jak ja, nie jesteście specjalnie zaznajomieni z Bridget Jones, a szukacie jakiegoś filmu do obejrzenia choćby z drugą połówką, to możecie bez problemu wybrać się na seans. Dzięki za uwagę i widzimy się następnym razem, cześć…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *